Przejdź do treści
Wysyłka w 24h
Darmowa wysyłka paczkomatem InPost od 199 zł
Ponad 100 książek dostępnych od ręki

Tajemnice sprinterskiego finiszu: Jak Marcel Kittel i André Greipel wygrywali etapy? (fragment książki)

Kibice często patrzą na płaskie etapy z przymrużeniem oka, nazywając je "łatwymi". Prawda jest jednak taka, że ostatnie kilometry sprinterskiego finiszu to mordercza walka przy prędkościach przekraczających 60 i 70 km/h, wymagająca nie tylko nadludzkiej mocy, ale też żelaznej taktyki i zaufania do kolegów z drużyny. Zapraszamy do lektury fragmentu książki "Jak się wygrywa wyścigi kolarskie" autorstwa Petera Cossinsa. Zobacz, jak z bliska wygląda praca najlepszych sprinterów i ich rozprowadzających podczas Tour de France.

***

Chaos na ostatnich kilometrach: Kittel wkracza do akcji

Düsseldorf, 2 lipca 2017 roku. Christian Prudhomme, dyrektor Tour de France, daje sygnał do startu, machając białą flagą z logo wyścigu. Rozpoczyna się 203-kilometrowy etap z niemieckiego miasta do belgijskiego Liège. Laurent Pichon z zespołu Fortuneo-Oscaro zgodnie ze sprawdzoną taktyką zrywa się do ucieczki. Thomas Boudat z Direct Énergie podąża jego śladem. Wkrótce dołączają do nich Amerykanin Taylor Phinney z Cannondale-Drapac oraz Francuz Yoann Offredo z Wanty-Groupe Goubert. Kwartet trzyma się razem aż do drugiej premii górskiej, znajdującej się 20 kilometrów przed metą. Tam Phinney wyprzedza Pichona, zapewniając sobie koszulkę w grochy na następny dzień. Kontynuuje jazdę, gdy peleton znajduje się zaledwie 30 sekund za uciekinierami, a zespoły sprinterskie kontrolują sytuację na czele. Po dwóch kilometrach pościgu tylko Offredo dociera do Phinneya.

Obaj zawodnicy, będący świetnymi czasowcami, przez kolejne 10 kilometrów skutecznie odpierają ataki peletonu. W głównej grupie żaden zespół nie chce poświęcić swoich kolarzy do prowadzenia pościgu. Na sześć kilometrów przed metą przewaga duetu wciąż utrzymuje się między 35 a 40 sekund. Rodzi się pytanie: czy śmiałkowie zdołają zaskoczyć peleton?

Pięć kilometrów do mety – przewaga stopniała, ale wciąż wynosi 32 sekundy. W tym momencie na czoło wysuwa się grupa kolarzy Quick-Step w charakterystycznych niebiesko-białych strojach. Tempo pościgu wzrasta do 60 kilometrów na godzinę. Zostają dwa kilometry. Przewaga topnieje do 10 sekund. Phinney i Offredo, którzy przez 200 kilometrów jechali płynnym tempem, teraz kołyszą się na rowerach, wyciskając z siebie ostatnie resztki sił.

Tysiąc dwieście metrów przed metą Offredo spogląda za siebie. Dostrzega czterech kolarzy zespołu Lotto ze sprinterem André Greipelem na końcu. Pędzą ku nim, ciągnąc za sobą peleton. Lotto szarżuje przy prawej bandzie, podczas gdy żółto-czarne stroje LottoNL-Jumbo mkną lewą stroną. Pomiędzy nimi znajdują się czarne koszulki zespołu Bora. Na 500 metrów przed linią mety, przy lewym zakręcie, Bora zdobywa najlepszą pozycję przy bandzie. Czerwona koszulka rozprowadzającego z Cofidis, Christophe’a Laporte’a, znajduje miejsce między Rudim Seligiem z Bory a mistrzem świata Peterem Saganem. Selig prowadzi do czterechsetnego metra, następnie przyciska się do lewej bandy i odpuszcza. Laporte przejmuje prowadzenie, a za nim rozciąga się mniej więcej dwunastka sprinterów.

Gdy Laporte traci siły i odpada wzdłuż lewej bandy, Sagan płynnie go wyprzedza, nie wstając z siodełka. Spoglądając przez prawe ramię, widzi za sobą Greipela, Arnauda Démara, Sonny’ego Colbrellego, Bena Swifta. Po prawej stronie dostrzega samotnego Marcela Kittela z Markiem Cavendishem na kole.

Dwieście metrów przed metą Colbrelli pierwszy zrywa się do ataku. Włoch, trzęsąc się jak młot pneumatyczny, wysuwa się przed Sagana. Kittel błyskawicznie reaguje, mijając Colbrellego prawą stroną. Przez moment wydaje się, że ta dwójka stoczy pojedynek o zwycięstwo, ale rywalizacja kończy się po sześciu obrotach pedałów. Kittel, generując ponad 2000 watów mocy, zyskuje długość roweru przewagi nad resztą stawki. Gdy kończy ostatni z tej serii obrotów, jego rozprowadzający, Fabio Sabatini, już świętuje zwycięstwo za plecami grupy sprinterów. Sekundę później Kittel również unosi ręce w geście triumfu. Démare finiszuje jako drugi, o pół długości roweru za zwycięzcą, wyprzedzając Greipela, Cavendisha i Dylana Groenewegena. Sagan, który jako pierwszy rozpoczął finisz, kończy na dziesiątej pozycji.

Anatomia rozprowadzania: Dlaczego zaufanie to podstawa?

To dziesiąte zwycięstwo etapowe Marcela Kittela w Tour de France przypominało jego poprzednie sukcesy. Przecinając grupę niczym rozpędzony statek i zostawiając rywali w tyle, sprawiał wrażenie niepokonanego. Kolejne cztery zwycięstwa w następnych 10 dniach tylko to potwierdziły. Jednak wydarzenia poprzedzające ostatnie 100 metrów, zanim potężny finisz Kittela wyniósł go przed konkurentów, różniły się znacząco od jego wcześniejszych triumfów w Tour z lat 2013–2014, kiedy jeździł w barwach Argos-Shimano i Giant-Shimano. Żelazna kontrola sprawowana przez jeden dominujący zespół ustąpiła miejsca chaosowi. Zrozumienie tej zmiany wymaga eksperckiego spojrzenia.

Niewielu jest lepiej przygotowanych do wyjaśnienia tych niuansów niż Greg Henderson. Ten nowozelandzki specjalista od wyścigów torowych spędził trzy sezony w T-Mobile/Highroad, gdzie jego największym sukcesem było zwycięstwo etapowe w Vuelta a España 2009. Następnie przez dwa sezony jeździł w Sky, a przez kolejne pięć sprawował funkcję rozprowadzającego André Greipela w zespole Lotto. Henderson, znany z bezpośredniości i cieszący się szacunkiem w peletonie, po zakończeniu kariery w 2017 roku objął stanowisko dyrektora ds. wydolności w USA Cycling, wspierając amerykańskich kolarzy w przygotowaniach do Igrzysk Olimpijskich 2020 w Tokio.

„Świadomie zdecydowałem się zostać rozprowadzającym” – wyjaśnia Henderson, mówiąc o swojej transformacji z kolarza łączącego finiszowanie i rozprowadzanie w specjalistę od tego drugiego. „Zdawałem sobie sprawę, że nawet w szczytowej formie, rywalizując z Kittelem, Cavendishem i Greipelem, najwyżej mogę liczyć na czwarte miejsce. Chyba że któryś z nich popełni błąd, ale zespoły nie płacą za czwarte lokaty. Owszem, mógłbym wygrywać pojedyncze wyścigi pod ich nieobecność lub w przypadku ich potknięć, ale trzeba być realistą. Zrozumiałem, że jeśli chcę się długo utrzymać w tym sporcie, muszę się w czymś wyspecjalizować” – kwituje.

„Wcześniej współpracowałem z Greipelem, więc gdy się ze mną skontaktował, dokładnie przemyślałem propozycję” – kontynuuje. „Nie jestem naiwny. Wiedziałem, że nie jestem sprinterskim supermanem. To była właściwie prosta decyzja. W mojej karierze sprinterskiej zawsze dobrze radziłem sobie z pozycjonowaniem, co zawdzięczam 12 czy 13 latom startów na torze. Uważałem to za najłatwiejszą część sprintu. Jedynym mankamentem Greipela było właśnie pozycjonowanie. Gdy zaczynał za dużo analizować, czasami znajdował się w nieodpowiednim miejscu albo rozpoczynał sprint ze zbyt odległej pozycji. Miał czystą prędkość niezbędną do wygrywania, te 2000 watów, ale jego rozprowadzanie wymagało dopracowania. Chodziło o to, by mógł mieć do niego pełne zaufanie i skupić się wyłącznie na ostatnich 200 metrach. Gdy rozpoczęliśmy współpracę, zaufanie między nami rosło i przez kilka lat stanowiliśmy naprawdę silny duet”.

Współpraca Greipela z Hendersonem osiągnęła szczyt podczas Tour de France 2012, co nieprzypadkowo zbiegło się z jedynym sezonem Cavendisha w Sky. W brytyjskiej ekipie nie otrzymywał on takiego wsparcia, jakie przez poprzednie cztery sezony w Highroad pozwalało mu dominować w sprintach. „To mogło nam pomóc, ale niezwykłe w Cavie jest to, że potrafi wygrywać większość sprintów samodzielnie” – przyznaje Henderson.

„Najważniejsza zasada rozprowadzania przypomina jazdę ciężarówki z przyczepą. Gdziekolwiek jadę, muszę pamiętać, że za mną znajduje się André. Powinienem zostawiać wystarczająco dużo miejsca, by mógł za mną podążać. Jeśli pojawia się boczny wiatr, muszę jechać nieco szerzej, aby André mógł się schować w osłonie, którą tworzę”.

Najważniejszym zadaniem jest ochrona swojego sprintera – musi on dotrzeć do ostatnich 200 metrów jak najbardziej wypoczęty, bez konieczności walki z wiatrem. Nieodłącznym elementem tej roli jest nieustanna troska o oszczędzanie energii zawodnika jadącego za tobą.

Odwaga to podstawa, jednak według Nowozelandczyka doświadczenie ma jeszcze większe znaczenie. „Lata startów nauczyły mnie przewidywać kraksy, zanim jeszcze nastąpiły. Dzięki doświadczeniu wiedziałem, kiedy należy zachować ostrożność, a kiedy można pokusić się o wyprzedzanie. Wszystko sprowadza się do cierpliwości oraz wyczucia rytmu peletonu, jego przyspieszeń i zwolnień. Trzeba też umieć przewidzieć, gdy grupa nagle zmienia tor jazdy z jednej strony drogi na drugą. Takie wyczucie przychodzi z czasem”.

Henderson kontynuuje: „Zarówno ty, jak i twój sprinter musicie zachować spokój. Dla sprinterów bywa to szczególnie trudne, ponieważ z natury są bardzo niecierpliwi. Mają to zapisane w genach. Pragną pędzić przed siebie. Podczas odpraw przed etapami omawialiśmy kwestię powściągliwości, a Greipel mawiał: «Ja nie myślę, po prostu jadę za twoim kołem», i właśnie takich słów oczekiwałem. Rozprowadzający musi wziąć na siebie całe myślenie. Dzięki temu sprinter może skupić się wyłącznie na płynnym przemieszczaniu się przez peleton, by rozpocząć swoją pracę w odpowiednim miejscu i czasie”.

Przećwiczenie na sucho: Strategia Lotto-Belisol

By zrozumieć ewolucję sprintów w ostatnich sezonach, cofnijmy się do Tour de France 2012. Przed tym wyścigiem zespół Lotto-Belisol opracował skuteczną strategię wygrywania sprintów, a Greipel zdążył już zgromadzić 14 zwycięstw. Ponieważ Cavendish w zespole Sky odgrywał drugorzędną rolę wobec Bradleya Wigginsa, belgijska drużyna planowała pokazać swoją siłę od pierwszego dnia. Jak zdradza dyrektor sportowy Marc Sergeant: „Pierwszy etap rozgrywał się w Belgii, z górskim finiszem w Seraing. Postanowiłem, że powinniśmy przećwiczyć rozprowadzenia, mimo że ten finisz nie odpowiadał André. Mieliśmy jednak Jurgena Van den Broecka jako lidera klasyfikacji generalnej i chcieliśmy, by czuł się pewnie na ostatnim podjeździe. Zależało nam, by znalazł się na dobrej pozycji kilometr przed metą”.

„Wysunęliśmy się na czoło około ośmiu kilometrów przed metą, czym zaskoczyliśmy wszystkich. Rywale zastanawiali się: «Co oni robią? Czy to dla Greipela?». Chodziło jednak tylko o to, by dać im do myślenia i zaprezentować siłę Van den Broecka i Jelle Vandenderta. Plan zadziałał, mimo że nie wygraliśmy. Przećwiczyliśmy rozprowadzenie i osiągnęliśmy zamierzony cel. Nasi liderzy finiszowali w czołówce”.

***

Chcesz poznać więcej taktycznych sekretów z peletonu?

Jeśli chcesz wiedzieć, jak kolarze budują strategię na górskie etapy, ucieczki i jazdę na czas, sięgnij po pełną wersję książki.

Wolisz czytać w formacie PDF? Kliknij tutaj, aby pobrać darmowy fragment.

Poprzedni post Następny post