Przejdź do treści
Wysyłka w 24h
Darmowa wysyłka paczkomatem InPost od 199 zł
Ponad 100 książek dostępnych od ręki

Romans, więzienie i tęczowa koszulka. Upadek i triumf Fausto Coppiego (fragment biografii kolarza)

Jak chłopak z małej włoskiej wioski stał się "Mistrzem Mistrzów" (Il Campionissimo), a jego burzliwy romans wstrząsnął całymi Włochami? Zapraszamy do lektury pierwszego rozdziału znakomitej biografii "Fausto Coppi – Upadły anioł kolarstwa" autorstwa Williama Fotheringhama. To pozycja obowiązkowa dla każdego fana kolarstwa i historii największych wyścigów świata.

***

List i zdjęcie – Castellania, 1949 r.

Kwadrans po szesnastej 25 maja 1949 roku ciocia Albina siada obok radia i zaczyna pisać list na kartce w kratkę. Za chwilę rozpocznie się popołudniowa relacja z Giro d’Italia. Spiker Mario Ferretti opowie, jak Faustino i Serse Coppi poradzili sobie na etapie do Salerno podczas największego włoskiego wyścigu. To pora dnia, w której cała rodzina Coppich gromadzi się przy odbiorniku. W innym domu w tej samej małej wiosce Castellania matka obu chłopców, Angiolina, siostra Albiny, też czeka, aż Ferretti chwyci mikrofon.

Na zewnątrz, na małym polu zwanym Campo del Mù, mąż Albiny, Giuseppe, kosi siano. Podczas trzech tygodni wyścigu każdy dzień pracy zaplanował tak, by mógł być blisko domu i w razie czego rzucić kosę, podbiec do radia i wsłuchać się w wiadomości z trasy.

Jak napisać do Faustino i Serse, by oddać to, co wszyscy czują? Chłopcy są w ich myślach nieustannie. To naturalne. Bracia Coppi zdobyli przecież sławę, o jakiej w Castellanii nikt wcześniej nie marzył. Faustino – dzięki zwycięstwom w Giro d’Italia i tytułom mistrza Włoch. Serse – dzięki swojej wiernej pracy pomocnika, zawsze gotowego poświęcić się dla lidera.

Za każdym razem, gdy wracają z wielkich wyścigów – z tak odległych miejsc jak Neapol czy Rzym, a czasem nawet Francja i Szwajcaria – przywożą wspaniałe rzeczy. Lodówkę dla Angioliny, nowe radio. Rodzina nosi teraz dobre ubrania, niczego im nie brakuje. Fiat Faustina wzbudza w wiosce prawdziwe poruszenie – nikt wcześniej nie widział takiego samochodu.

A przecież jeszcze niedawno obaj chodzili do szkoły, w której uczyła Albina. Już wtedy byli nierozłączni. Faustino od zawsze szalał na punkcie jazdy rowerem. Pewnego dnia musiała wpisać mu w dzienniku nieobecność, bo wyszedł pojeździć i zapomniał wrócić. Jakże go wtedy skarciła!

Giuseppe jest pewien, że Faustino znów pokaże klasę na podjazdach. Albina zapisuje to w liście do chłopców. Musi też wspomnieć o codziennych modlitwach całej rodziny o ich bezpieczny powrót, o łzach, które ona i Angiolina wylewają za każdym razem, gdy Faustino wygrywa. Przypomina im, by zawsze mieli przy sobie medaliony z wizerunkiem Madonny Loretańskiej. Prosi Angiolinę i Giuseppe, by także się podpisali. Chłopcy muszą wiedzieć, że wszyscy o nich myślą.

Przede wszystkim pamięta o Serse – tym, który tak często pozostaje w cieniu brata, a przecież jest lojalny i pełen temperamentu, tak samo jak wtedy, gdy Faustino po raz pierwszy przyprowadził go do szkoły.

Ciocia Albina pisze starannie, równo, niemal drukowanymi literami. Zawsze dba o każdy szczegół, więc dopisuje datę i godzinę. Potem list trafi do Mariny, córki Faustino. Po 60 latach będzie sprawiał wrażenie zaskakująco formalnego. Może z powodu wyboru Albiny – wiejskiej nauczycielki – na tę, która miała go napisać w imieniu całej rodziny.

Autorka przesyła „najgorętsze modlitwy” od „kościelnej wspólnoty” – wujek Albiny i Angioliny jest księdzem. Prosi Niepokalaną Madonnę o błogosławieństwo dla Faustino, o siłę potrzebną do tego, by sięgnął po różową koszulkę lidera.

„Oczywiście rozmawiamy o tym, co się dzieje” – pisze. „Twój wujek mówi o tobie z zapałem i uczuciem, których nie potrafisz sobie wyobrazić. W dni, w których zajmowałeś pierwsze miejsce, płakałam i nadal płaczę z radości. Brawo, Faustino, brawo, tak trzymaj. Twoja inteligencja, rozsądek i doświadczenie poprowadzą cię drogą, którą wybrałeś”.

Do Serse kieruje słowa: „Dzięki swojemu dobremu charakterowi, sile woli i sile fizycznej będziesz najlepszym i największym wsparciem dla starszego brata. Dodasz mu otuchy, nawet jeśli przyjdą trudne chwile”.

Na końcu listu przesyła uściski i pocałunki: „Z największą miłością – wasi najserdeczniejsi: wujek Giuseppe i ciocia Albina”. Angiolina dopisuje krótkie: „Całuje mama, mam nadzieję, że wszystko idzie dobrze”. Podpis Giuseppe jest mocniejszy, bardziej zdecydowany.

Zwięzłe, równe pismo Albiny przywołuje obraz zaginionego świata. Lato, zapach skoszonego siana. Kobiety w salonie nasłuchują wiadomości, czekając na mężczyzn, którzy wyruszyli w świat, by szukać szczęścia. Być może nie rozumieją w pełni zawiłości wielkich wyścigów, ale to nie ma znaczenia. Faustino i Serse, choć daleko, czują, jak ważni są dla rodziny. Wiedzą, że niosą w sercach prostą siłę miłości i katolickiej wiary.

***

Triumf i skandal w Lugano, 1953 r.

Zdjęcie zrobione cztery lata później jest zupełnie inne, pełne niepokoju. Fausto Coppi stoi na podium mistrzostw świata w kolarstwie szosowym w Lugano. Właśnie zakłada tęczową koszulkę mistrza. Machając otrzymanym bukietem, próbuje się uśmiechnąć – dolna warga lekko się wygina, górna pozostaje nieruchoma. Tylko drobne zmarszczki na policzkach zdradzają, że to chwila czystej radości. Zdobył jedyny ważny tytuł, którego mu brakowało. Nie ma już wątpliwości: to największy kolarz wszech czasów. Jego przydomek Il Campionissimo – „mistrz mistrzów” – wcale nie jest przesadą.

Do 30 sierpnia 1953 roku Coppi dwukrotnie sięgnął po dublet, który wydawał się niemożliwy – w tym samym roku wygrał Tour de France i Giro d’Italia. Tego dnia w Lugano zdominował wyścig w swoim stylu: czekał cierpliwie, aż rywale osłabną, po czym nagle przyspieszył tak, że nikt nie był w stanie mu dorównać. Ostatnie 80 kilometrów było triumfalną, choć bolesną procesją przed setkami tysięcy fanów, którzy przyjechali zza włoskiej granicy.

Tęczowa koszulka nie do końca pasuje do ciemnoniebieskiego trykotu włoskiej kadry, mokrego od potu po prawie 270 kilometrach jazdy w upale. Obok stoją dygnitarze w garniturach – burmistrz Lugano, prezes federacji kolarskiej – a za nimi gapie wyciągają szyje.

Na zdjęciu widać też kobietę. Ma ciemne włosy, gładko zaczesane do tyłu, idealnie wyregulowane brwi, olśniewający uśmiech. Na jej nadgarstku błyszczy masywna złota bransoletka, czarna sukienka podkreśla sylwetkę, a linia szczęki zdradza upór i siłę. To Giulia Locatelli. Jej obecność sprawiła, że zwykłe zdjęcie stało się jednym z najsłynniejszych obrazów w historii sportu.

Do dziś nikt nie wie, jak udało się jej dostać do podium, by wręczyć Coppiemu kwiaty w niemal władczym geście uchwyconym przez kamery. Była przy nim w chwili triumfu, dzieląc owacje setek tysięcy fanów i pojawiła się następnego dnia na zdjęciach w gazetach. To był moment, w którym ich romans stał się jawny, bo tak zdecydowała.

Plotki o ciemnowłosej kochance krążyły w zamkniętym świecie kolarstwa od miesięcy. Mówiono, że ośmioletnie małżeństwo Coppiego i Bruny przeżywa kryzys, choć mistrz kochał córkę Marinę. Wśród zawodników zdrady nie były rzadkością – kolarze wędrowali z wyścigu na wyścig, a to, co działo się po drodze, zwykle pozostawało tajemnicą. W domu uchodzili za przykładnych mężów, a ludzie przymykali oko. Zdecydowany gest Giulii jednak wszystko zmienił.

W latach 50. cudzołóstwo we Włoszech wciąż było przestępstwem. Odwaga kochanki Coppiego – a dla wielu szaleństwo – ściągnęła na nich lawinę kłopotów. Gdy Fausto porzucił dla niej żonę, nie mogło to pozostać bez reakcji. Papież publicznie wyraził swoje niezadowolenie i próbował, bezskutecznie, doprowadzić do pojednania małżeństwa. Policja wdarła się do sypialni kochanków, by udowodnić nielegalny związek. Giulię, uznaną za winną, na krótko uwięziono.

Proces był szybki, ale burzliwy – dramatyczne szczegóły rozpadu małżeństwa roztrząsano publicznie, dzieci zostały wezwane na świadków. Wyroki zawieszono, lecz sprawa stała się przełomowa. Gdy Włochy wchodziły w nowoczesność, gwiazda sportu wraz z jego kochanką stanęli przed sądem za cudzołóstwo.

***

Nieśmiertelny mit Campionissimo

Mistrzostwa świata w Lugano były dla Coppiego także punktem zwrotnym w innym sensie. Miał prawie 34 lata, jego błyskotliwa kariera zbliżała się ku końcowi. Upadek był nieunikniony, a każdy słabszy występ natychmiast zauważano – Campionissimo nie mógł skryć się w cieniu. Wina za jego późniejsze porażki, a nawet za przedwczesną, kontrowersyjną śmierć, spadła na kobietę, której kolarstwo nigdy nie wybaczyło. Nie chodziło o moralność, lecz o to, że – jak mówiono – odebrała męskość mistrzowi mistrzów.

Fausto Coppi pozostaje nieśmiertelnym bohaterem włoskiego sportu. „Coppi viva, Coppi il mito” – „Coppi żywa legenda” – głosiły plakaty podczas Giro d’Italia i Tour de France. I miały rację. Kilkadziesiąt lat po śmierci wciąż jest postacią mityczną. W recepcji „La Gazzetta dello Sport”, gazety uosabiającej ducha włoskiego sportu, wita gości naturalnej wielkości czarno-białe zdjęcie Coppiego w akcji. Nie wizerunek Ferrariego czy piłkarza – kolarza.

Podczas każdego Giro najwyższa przełęcz nosi nazwę Cima Coppi (Szczyt Coppiego). Żaden francuski czy hiszpański mistrz nie doczekał się w swoim kraju podobnego wyróżnienia. Kto zliczy włoskie kluby kolarskie nazwane Gruppo Sportivo Coppi? Każda epoka wyczekuje „nowego Coppiego”, a każdy kolejny talent jest do niego porównywany. W plebiscycie na najpopularniejszego włoskiego sportowca XX wieku Coppi wyprzedził wielkiego narciarza Alberto Tombę i legendę wyścigów samochodowych Enzo Ferrari. Żaden piłkarz nawet się do niego nie zbliżył.

Coppi wykraczał daleko poza kolarstwo. Stał się bohaterem oper, filmów, dokumentów, eksperymentalnych utworów muzycznych, rzeźb, obrazów, ceramiki, niezliczonych koszulek i plakatów. Pomniki poświęcone jego pamięci stoją na wysokich alpejskich przełęczach i na nieznanych podjazdach w najdalszych zakątkach Włoch.

Pisarz Bruno Raschi nazywał obsesję na punkcie Il Campionissimo „niewytłumaczalną, irracjonalną, przesadną reakcją na jego pamięć i ziemski wizerunek. Żaden sportowiec nie jest opłakiwany w ten sposób. Żaden inny nie wywołał tylu wspomnień ani nie miał takiej historii. I nikt nie zadecydował, że tak powinno być”.

Nikt nie postanowił, że Coppi ma być opłakiwany. Tak jak nikt nie potrafi dokładnie wyjaśnić, dlaczego ta fascynacja trwa do dziś. Odpowiedź kryje się w przepaści między listem a fotografią. Między światem cioci Albiny a obrazem z mistrzostw świata w Lugano. W ciągu zaledwie czterech lat niepozorny Faustino, chłopiec z małej Castellanii, przeobraził się w wielkiego Fausto – najlepszego kolarza świata.

Zdjęcie z Lugano podważyło i odmieniło jego wizerunek. Pokazało, że idolem też targają ludzkie słabości. Chłopiec z listu Albiny stał się człowiekiem z krwi i kości, postacią bardziej złożoną i kontrowersyjną. Mityczny status Coppiego, łzy wciąż wylewane na jego wspomnienie, rodzą się z jednego pytania: w jaki sposób Faustino z listu stał się Fausto ze zdjęcia?

***

Chcesz poznać dalsze losy Fausto Coppiego?

Fragment książki w formacie .pdf (wraz ze zdjęciem!) znajdziesz na stronie poświęconej biografii kolarza.

Poprzedni post Następny post