Dlaczego lider Giro d'Italia jeździ na różowo? Historia „La Corsa Rosa", Cima Coppi i upadłych aniołów peletonu
Kiedy w maju kolarski peleton wjeżdża na szosy, świat na trzy tygodnie zmienia kolor na różowy. Giro d'Italia to coś więcej niż impreza sportowa – to narodowe święto, w którym sportowa rywalizacja miesza się z dramatycznymi historiami, zapachem porannego espresso i morderczymi podjazdami. A zanim kolarze dojadą w ośnieżone Alpy i Dolomity, wyścig coraz częściej zaczyna się tysiące kilometrów od Rzymu czy Mediolanu.
Pomysł, który zrobił karierę dopiero niedawno
Choć Giro istnieje od 1909 roku, przez dekady pozostawało wyścigiem na wskroś włoskim – z tradycyjnym startem i metą w Mediolanie. Pierwszy zagraniczny prolog odbył się dopiero w 1965 roku w mikropaństewku San Marino, a na prawdziwy Grande Partenza (Wielki Start) poza granicami Włoch trzeba było czekać do 1973 roku, kiedy peleton ruszył z Belgii. Przez następne pół wieku zagraniczne starty pozostawały rzadkością – łącznie do 2026 roku zorganizowano ich zaledwie szesnaście. To dopiero ostatnie lata uczyniły z nich modę: organizatorzy uwielbiają ten zabieg, bo pozwala promować swój wyścig w nowych zakątkach Europy.
Wystarczy spojrzeć na 109. edycję, która rusza dziś, 8 maja 2026 roku, z… Bułgarii. Peleton rozpoczyna zmagania w malowniczym Nesebyrze nad Morzem Czarnym, by po 147 kilometrach finiszować w Burgasie. Drugi etap zaprowadzi kolarzy do Wielkiego Tyrnowa, a trzeci – z Płowdiwu do Sofii – zamknie bułgarski rozdział i odeśle peleton do Włoch, gdzie wyścig podejmie wątek od czwartego etapu w Catanzarze. Finał, jak każe tradycja ostatnich edycji, czeka 31 maja w Rzymie. Czy zastanawialiście się jednak, dlaczego lider Giro – w przeciwieństwie do lidera Tour de France jadącego na żółto – zakłada trykot w tak nietypowej barwie?
Wszystko przez kolor gazety
Historia Maglia Rosa (różowej koszulki) jest do bólu prozaiczna, a jednocześnie na wskroś romantyczna. Pierwsza edycja Giro d'Italia wystartowała w 1909 roku, a głównym organizatorem i sponsorem był włoski dziennik sportowy „La Gazzetta dello Sport".
Aby wyróżnić lidera w pędzącym w tumanach kurzu peletonie, organizatorzy potrzebowali jaskrawej barwy. W 1931 roku z inicjatywy dziennikarza Armanda Cougneta zdecydowano się na kolor różowy – dokładnie ten, na którym „Gazzetta" drukowana była już od 1899 roku. Pierwszym kolarzem, który włożył różowy trykot, był Learco Guerra, „ludzka lokomotywa" z Mantui.
Ciekawostka, której wielu nie zna: różowa koszulka o mały włos by nie powstała. Włochy rządzone przez Mussoliniego nie były zachwycone „kobiecym" kolorem – wódz kraju zgodził się dopiero pod warunkiem, że na różowym tle zostanie wyhaftowany symbol partii faszystowskiej (rózgi liktorskie z toporem). Dopiero po wojnie godło zniknęło, a Maglia Rosa stała się tym, czym jest dziś – marzeniem każdego włoskiego chłopaka wsiadającego na szosówkę.
Dach wyścigu i „Il Campionissimo"
Pisać o Giro d'Italia bez Fausta Coppiego to jak pisać o historii Rzymu bez Juliusza Cezara. Coppi, nazywany Il Campionissimo (Mistrz nad mistrzami), wygrywał ten wyścig pięciokrotnie (1940, 1947, 1949, 1952, 1953). Był uosobieniem powojennych Włoch – elegancki, obdarzony nieludzką wydolnością w górach, a jednocześnie uwikłany w skandal obyczajowy (głośny romans z „Damą w bieli"), który wstrząsnął ówczesnym, konserwatywnym krajem.
Aby uczcić jego pamięć, w 1965 roku – pięć lat po jego śmierci – najwyższy punkt na trasie każdej edycji Giro otrzymał nazwę Cima Coppi. To tam powietrze jest najrzadsze, ból nóg największy, a chwała dla pierwszego kolarza na szczycie nieśmiertelna. Najczęściej rolę tę pełni kultowe Passo dello Stelvio (2757 m n.p.m.) – nieprzypadkowo, bo to właśnie tam w 1953 roku Coppi przypieczętował swoje piąte zwycięstwo w Giro, deklasując Hugo Kobleta. Jeśli chcecie zrozumieć fenomen tego kolarza, biografia Upadły anioł kolarstwa. Fausto Coppi to pozycja absolutnie obowiązkowa.
Cena legendy – tytani dawnego peletonu
Era Coppiego zapoczątkowała złoty, ale i brutalny wiek kolarstwa. Zawodnicy ścigali się na ciężkich, stalowych rowerach, pokonywali nieutwardzone drogi i przesuwali granice ludzkiej wytrzymałości do niebezpiecznego maksimum. To były czasy herosów i tytanicznego wysiłku, który nierzadko kończył się tragedią. Choć dramat Toma Simpsona rozegrał się we Francji, na morderczych zboczach Mont Ventoux, historia brytyjskiego mistrza idealnie oddaje realia tamtego bezlitosnego peletonu. Książka Wsadźcie mnie z powrotem na rower. Śladami Toma Simpsona to wstrząsający reportaż o człowieku, który dla sportu i sławy poświęcił dosłownie wszystko.
Bogowie szos: Kanibal i Pirat
Historia Giro to jednak nie tylko lata powojenne. To również epoka bezwzględnej dominacji Eddy'ego Merckxa. Belgijski „Kanibal", znany z tego, że chciał wygrywać każdy etap, każdą lotną premię i każdy wyścig, w którym startował, też pięciokrotnie triumfował we Włoszech (1968, 1970, 1972, 1973, 1974). Jak rodziła się ta maszyna do wygrywania? O tym opowiada porywająca Eddy Merckx. Półczłowiek, półrower.
Zupełnie innym bohaterem, którego Włosi pokochali miłością bezgraniczną, był Marco Pantani. Il Pirata (Pirat) był ostatnim wielkim romantykiem peletonu. Kiedy góry stawały się zbyt strome dla innych, on chwytał za dolny chwyt kierownicy, wstawał z siodełka i „tańczył" na pedałach, zostawiając rywali w tyle. Jego wzloty oraz tragiczny, pełen mroku upadek to historia, którą świetnie opisuje Marco Pantani. Ostatni podjazd.
Poczuj klimat Corsa Rosa!
Tegoroczne Giro, startujące znad Morza Czarnego i pędzące w stronę Rzymu, znów dostarczy nam pięknych obrazków. Zanim jednak włączycie transmisję z kolejnego etapu, polecamy zaparzyć mocną kawę i przenieść się w czasie.
Dla wszystkich spragnionych kolarskich opowieści przygotowaliśmy specjalną ofertę książek o Giro d'Italia. Obok niesamowitych biografii znajdziecie tam wspaniałe kompendium wiedzy: Giro d'Italia. Historia najpiękniejszego wyścigu kolarskiego świata.
Wejdźcie do naszego sklepu, skompletujcie biblioteczkę i przygotujcie się na trzy tygodnie prawdziwego, kolarskiego święta!

