Gdy myślimy o Fausto Coppim – największym "Campionissimo" w historii kolarstwa – widzimy szczupłą, elegancką sylwetkę na błękitnym rowerze Bianchi. Widzimy tłumy wiwatujących Włochów i słynne zdjęcie z bidonem podawanym Bartalemu. Ale za każdym wielkim mistrzem stoi cień. W przypadku Coppiego ten cień był dosłowny. Nazywał się Biagio Cavanna i był niewidomy.
Jeśli wychowaliście się na filmie Karate Kid, relacja Coppi-Cavanna wyda wam się dziwnie znajoma. Mamy tu surowego mistrza z tajemną wiedzą i młodego, nieoszlifowanego adepta. Tyle że ta historia wydarzyła się naprawdę, w kurzu włoskich szos lat 40., a stawką nie był puchar turnieju karate, ale przejście do historii.
Miyagi z Piemontu
Biagio Cavanna nie był typowym trenerem. Był byłym bokserem i kolarzem torowym, postacią mroczną i fascynującą. Wzrok stracił w wyniku nieleczonej choroby wenerycznej, co w katolickich Włoszech tamtych czasów było tematem tabu, ale dodawało mu aury człowieka, który "widział i przeżył zbyt wiele".

Nie mogąc patrzeć na świat oczami, nauczył się go "czuć" dłońmi. Został masażystą. Ale nazwanie Cavanny masażystą, to jak nazwanie Michała Anioła malarzem pokojowym. W swojej szkole w Novi Ligure w południowych Włoszech stworzył coś na kształt kolarskiego klasztoru. To on wyłowił z tłumu drobnego, chorowitego chłopaka o dziwnej budowie ciała – nienaturalnie wielkiej klatce piersiowej i chudych jak patyki nogach. Inni eksperci skreślali Fausto, twierdząc, że jest zbyt kruchy. Cavanna "zobaczył" w nim silnik Ferrari ukryty w karoserii Fiata.
Oczy w dłoniach i wątroba mistrza
Najbardziej fascynującym wątkiem w biografii Coppiego są niemal mistyczne rytuały, jakie odbywały się w gabinecie Cavanny. Niewidomy "Czarodziej" (jak go szeptem nazywano w peletonie) nie potrzebował badań wydolnościowych, pomiaru mleczanu ani watomierzy. Jego narzędziem diagnostycznym był dotyk.
Świadkowie tamtych czasów opisywali sceny, w których Cavanna ugniatał mięśnie Fausto po morderczym etapie Giro d'Italia. Przesuwał palcami po udach, sprawdzał napięcie skóry i – co było jego obsesją – stan wątroby. W dawnym kolarstwie wierzono, że to wątroba jest "piecem" kolarza. Po kilku minutach ciszy Cavanna wydawał wyrok:
"Jutro zaatakujesz na Pordoi. Twoja wątroba pracuje idealnie, mięsień jest luźny. Wygrasz z przewagą trzech minut."
Coppi, mimo że na szosie był terminatorem, prywatnie był człowiekiem kruchym psychicznie, pełnym wątpliwości i lęków. Potrzebował przewodnika. Jeśli Cavanna mówił, że jest forma – Fausto wierzył w to bezgranicznie i wygrywał. To była symbioza totalna.
"La Bomba" i mroczna strona legendy
Książka "Fausto Coppi - Upadły anioł kolarstwa" nie ucieka od tematów trudnych. Relacja z Cavanną miała też swoje mroczne dno. To były czasy, w których doping nie był ścigany tak jak dziś – był raczej "publiczną tajemnicą". Cavanna był alchemikiem peletonu. To on komponował słynną La Bombę – miksturę, która miała pomagać kolarzom przetrwać nieludzki wysiłek etapów liczących po 300 kilometrów.
Coppi w słynnym wywiadzie zapytany o to, czy bierze La Bombę, odpowiedział: "Tylko wtedy, kiedy jest to konieczne". A zapytany, jak często jest to konieczne, odparł z rozbrajającą szczerością: "Prawie zawsze".
Kobieta, która zniszczyła układ
Każda dobra historia potrzebuje punktu zwrotnego. W tym dramacie była nim "Biała Dama" – Giulia Occhini. Wielka, zakazana miłość Coppiego. Gdy Fausto zakochał się w zamężnej kobiecie, Cavanna wpadł w szał. Stary mistrz wyznawał zasadę mnicha: kolarz musi cierpieć, a kobiety "zmiękczają nogi".
Dlaczego musisz przeczytać tę książkę?
Historia Coppiego i Cavanny to dowód na to, że kolarstwo to coś więcej niż waty i karbon. To sport herosów, dramatów i wielkich namiętności. Aby zrozumieć dzisiejszy peleton, trzeba poznać jego fundamenty.
Biografia Fausto Coppiego to nie jest suchy zapis wyników. To epicka powieść faktu, która zabierze Cię w podróż do czasów, gdy kolarze byli bogami, a ich masażyści – prorokami.
Chcesz poznać więcej takich historii?
Smaczków o Cavannie, Bartalim i Białej Damie jest znacznie więcej. Zamów książkę i przenieś się do złotej ery kolarstwa.

