Ładowanie baterii

Czasem zwykła przejażdżka z kumplami z pracy pozwala poczuć się jak na wakacjach. Tym bardziej, że kierujemy się w stronę urokliwych terenów Dolinek Krakowskich, a majowy dzień jest iście letni.

Zaraz po pracy wskakujemy na rowery i wzdłuż Rudawy podążamy w kierunku Mydlnik. Dalej Rząska, Ujazd i wreszcie docieramy do jednej z ładniejszych dolinek, Doliny Kluczwody. Tutaj chłopaki muszą na mnie trochę czekać, bo nie mogę nie zrobić kilku zdjęć. Uwijam się w miarę szybko i gonię ich malowniczym szlakiem.

Następnie, przez Zelków zmierzamy do Doliny Kobylańskiej. Wybieramy skrót przez las, gdzie czeka nas (nie)miła niespodzianka; całą drogę tarasują pocięte gałęzie. Stanowi to niemałą przeszkodę, ale jest w tym i frajda, a dla mnie dodatkowo okazja na znalezienie kilku kadrów.

Praktycznie od Ujazdu stopniowo się wznosiliśmy, teraz przychodzi ten moment, kiedy możemy puścić wodze fantazji i poszaleć na zjeździe prowadzącym przez Dolinę Kobylańską. Jest pięknie, zresztą zaczyna się moja ulubiona pora dnia, gdy słońce pomału chyli się ku zachodowi. Tuż przed Kobylanami robimy krótki postój i obmyślamy plan na powrót. Postanawiamy zawrócić przez  Dolinę Będkowską, której najładniejszą częścią jest okolica Brandysówki z widokiem na Sokolicę (najwyższą skałę wapienną  na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej).

Na koniec zaliczamy jeszcze część chyba wszystkim znanej Doliny Prądnika, do której wiedzie kapitalny zjazd kończący się przy samej Bramie Krakowskiej.  Tu rozdzielamy się i każdy pędzi w swoją stronę. Tak niewiele było potrzeba, żeby naładować baterie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *